| |
|
DATA DODANIA: 05/05/08
TEMAT: To nie jest kraj dla starych ludzi
AUTOR: andi
Starzy ludzie nie rozumieją czasów w których żyją i przykładają do nich starą, nijak się nie mającą do tego co ich otacza miarę. Ich czas minął ale oni ciągle jeszcze tkwią tam i próbują oceniać teraźniejszość tak jakby nic się nie zmieniło.
Starzy ludzie to bracia Coenowie w ich ostatnim filmie.
Stwarzają demonicznego mordercę, postać bez sumienia, litości, cienia zawahania, nie mówiąć już o empatii. Nie znamy jego celu, ani motywacji zarabiania pieniędzy. Czy ma w planie wyjazd na Seszele czy zakup markowego ciucha? Nie, tego nie można było pokazać bo demoniczność zostałaby zaburzona. Taki antyświęty do antypanteonu. Stawiam tezę że takich ludzi nie ma ale starzy ludzie tak wolą widzieć otaczający ich, coraz bardziej niezrozumiały świat. Uproszczenie zawsze w cenie.
My w swoich czasach byliśmy fajni, mogą sobie wspomnieć.
A oni, proszę bardzo.
Takie czasy nas czekają.
Błędna diagnoza bo na błędnych przesłankach postawiona.
Zresztą co to za diagnoza. Wcielone zło z którym nie wiadomo co zrobić i któremu zramolali przedstawiciele starych dobrych czasów nie potrafią się przeciwstawić. To ma być diagnoza?
Ten film to blada kopia Fargo odbita na zepsutym powielaczu.
Fargo2 gdzie zamiast przerywającej łańcuch zła policjantki mamy demona, który wpadł do nas na wycieczkę z piekła.
Ta postać bardziej pasowałaby do filmu kategorii C, tyle że tam zło na 100% zostałoby ukarane ku satysfakcji nakręconego na słuszną i krwawą zemstę widza.
Coenowie zaś zostawiają nas z dziwnym końcem, tak jakby połapali się że trzeba tego knota uratować tajemniczością, niedopowiedzeniem, otwartością. Superknota sprawnie po amerykańsku nakręconego.
Ja się na to nie nabieram, choć nie do końca rozumiem czasy w których żyję to nie zgadzam się na demonizowanie ich i idealizowanie dawnych, dobrych czasów.
[andi]
DATA DODANIA: 04/03/07
TEMAT: Przerost formy nad treścią....
AUTOR: kadej
One love festiwal - jedna z największych, a zarazem niewielu imprez, na których reggae odgrywa rolę pierwszoplanową, bez stręczycielskich 'saportów,' promocji nowych nurtów, czy wszechogarniającego 'post-post modernistycznego maszu'. Słowem, raj na ziemi, nawet dla tych którzy cierpią na brak energii związany bezpośrednio z syndromem dnia następnego lub po prostu braku substancji psychoaktywnych krążących w żyłach, ale czy aby na pewno?
Niszowość - słowo tak wyświechtane przez dzisiejszą krytykę literacką i filmową - uderza w tym miejscu ze wzmożoną siłą, z podwójną siłą wodospadu chciałoby się rzec, niszczy spokój odbioru i niezależność imprezy. Ktoś zapyta - 'czy to aby się nie żre - niszowość i niezależność' - przecież to paradoks starożytny (może kłamcy?). A może niszowość ma tak naprawdę tę potężną dozę paradoksu wpisaną w swój 'niszowy kształt', bo niby jak inaczej nazwać 'jubikjutalną' obecność instytucji pozarządowych towarzyszącym tego typu imprezom muzycznym . Czy transcendentne spotkanie muzyczne, jakim niewątpliwie jest festiwal reggae, musi nosić znamiona mszy jaką znamy? Czy 'wyznawca reggae' musi być bałamucony i nagabywany nic nieznaczącymi hasłami szemranych instytucji zasilanych bliżej nieokreślonymi zasobami ekonomicznymi? A może jednak powinien być zostawiony swej kontemplacyjnej blaze postawie, na pustkowiu tłumu, gdzie każdy przeżywa tę uniwersalną formę sztuki na swój własny anonimowy sposób. Choć może nie trzeba uciekać się do przejaskrawionych quasi - metod teologii apofatycznej, żeby zauważyć niebezpieczeństwa i konfuzję, jaką wyrządzają takie niezinstytucjonalizowane organizacje. Muzyka ze swej strony, w swej wielkości, jest bezbronna, nie posiada Golema, który będzie czuwał nad jej suwerennością, więc może niczym pierwszy rewolucjonista uwijmy z rzemyka bat i rozgońmy tę całą rozkrzyczaną halastrę, a może poświęćmy jej chwilę, co sugeruje Koran, jak wszystkiemu 'co skacze do oczu by być zauważone'.
[kadej]
DATA DODANIA: 15/12/06
TEMAT: popcorn, producenci i prawa rynku
AUTOR: andi
Nawet w życiorysach największych koneserów są epizody, w których zostają skazani na oglądanie filmów wyprodukowanych w kraju o największej z możliwych demokracji. Szpital, podróż autobusem, święta spędzane z rodziną mogą sprawić, iż wylądujemy przed ekranem bez prawa do zwolnienia warunkowego.
Po obejrzeniu o jednego za dużo amerykańskiego filmu może narzucić się pytanie - dlaczego są one aż tak złe, choć tak do pozazdroszczenia dobre technicznie??
Dwa poziomy, dwie odpowiedzi.
Najbardziej popularna odpowiedź tłumaczy wszystko terrorem producentów, mających destrukcyjny wpływ na całokształt autorskiego dzieła reżysera. Miałoby się to głównie przejawiać w dorabianiu optymistycznych, moralnie słusznych lub patriotycznych ale obowiązkowo łopatologicznych zakończeń. Ślady tej szamotaniny między reżyserem, reprezentującym dobro i sztukę, a producentem prezentującym biznes i komercję mielibyśmy oglądać na ekranie. Ta tezę jako zbyt narzucającą się, oczywistą i spłycającą zagadnienie zostanie przeze mnie zignorowana.
Druga, głębsza odpowiedź promuje spiskową wersję dziejów świata.
Według niej amerykańskie kino miałoby być świadomie odmóżdżane.
-Po co?
-Aby lepiej rządzić masami ludzkimi.
-Po co?
-By łatwiej sterować apetytem konsumentów, nakręcać go w przewidywalny sposób w celu uzyskiwania maksymalnych zysków. Jak wiadomo ludzie prości są bardziej przewidywalni, targetowalni.
-Niemożliwe, Boże, niemożliwe...
No dobrze ale dlaczego te filmy muszą być aż tak bardzo niedobre? Przecież za TE pieniądze można połączyć dobrą rozrywkę ze spójnością treści.
Można ale po co?
Zachwyt nad konstrukcją, trzymająca się kupy fabuła, niestereotypowe rozwiązania akcji, głębia postaci są akonsumpcyjne, a w dłuższej perspektywie nawet antykonsumpcyjne.
Akustyczno-wizualnie stymulowany przez kinematografię do myślenia widz może wyprowadzić się do chatki traperskiej, wyjechać do Nepalu, żywić się wyłącznie kefirem i korzonkami. A po co im taki widz? Kinematograficzny biznes szczytowo demokratycznego kraju nowożytnego świata nie chce strzelać gola do własnej bramki.
Za to efekty specjalne, a zwłaszcza te będące celem samym w sobie, sprzyjają konsumpcji co widać w salach multipleksów, szczególnie przy włączonym świetle po projekcji.
Widz ślepo wpatrzony w ekran odruchowo sięga po popcorn i colę. To jest wzorcowy, choć niechlujny widz.
Potrzeba bohatera.
Jak to jest, że kino amerykańskie tak pełne jest bohaterów, którzy samotnie (Arnold , Sylvester , Steven, Indiana ) rozwiązują problemy, do których w rzeczywistości trzeba by zatrudnić armie fachowców? Czy mogą oni ignorować bezrobocie samotnie wykonując pracę wielu ludzi?
Dlaczego poczynając sobie przy tym dokładnie odwrotnie niż nieekranowi Amerykanie przyciśnięci do muru w krajach, w których nieudolnie czołgami i bombowcami próbowali zaszczepiać wirusa demokracji?
Czy zapotrzebowanie na indywidualnego bohatera jest tak silne, że projektuje swoją ekranową odpowiedź?
A może to rodzaj pośredniego odreagowania za realne, siłowe działania, po których trudno być dumnym z tego, że wygrało się czy co gorsza przegrało z dziesięcio czy stukrotnie słabszym wrogiem.
Możliwe.
Jednostka koryguje system.
Jeśli pojawi się potrzeba i zostanie skrzywdzony człowiek to indywidualni bohaterowie występują nawet przeciwko wszystkiemu na czym opiera się system. Walczą z wielkimi korporacjami, przekupnymi sędziami, dziennikarzami, a nawet konstytucją wraz z poprawkami. Samym prezydent też niech sobie nie myśli, że wolno mu wszystko.
Taka bezinteresowna jednostka, zaprzątnięta przez dłuższy czas wyłącznie wyrównywaniem krzywd to jest coś czego można Amerykanom z północy zazdrościć. Nie jestem cynikiem, tylko zazdroszczę.
Filmy takie uczą, że warto być uczciwym nawet jeśli cię na to nie stać, możesz z tego powodu stracić dom, samochód, żonę czy przyjaciół. Wytwarza się przekonanie, że jednostki są w stanie korygować braki w systemie.
Stawiam luźną tezę, iż tego typu filmy są w jakiś sposób promowane, sponsorowane za ich walory edukacyjne. Kto jest wysoką i tajną komisją to oceniającą? Tego nie dowiemy się nigdy chyba, że pojawi się samotny bohater, który uzna jej działalność za wrogą ludzkości i pod sztandarem obywatelskiego nieposłuszeństwa obnaży gorzką prawdę.
Potrzebny psychopata od jutra.
Po co amerykańskiemu kinu psycho(socjo)pata?
Psychol jest dla twórców filmu uzasadnieniem dla całkowitego zwolnienia od trzymania się logiczności, konsekwencji, przyczynowo-skutkowości i innych tego typu bzdetów.
Psychopata (jak i mutant) jest całkowicie nieprzewidywalny, a to pozwala na skierowanie akcji w każdym, pożądanym kierunku. Może on też być (o zgrozo!) politycznie niepoprawny, a to jeden z poważniejszych grzechów w kraju o największym z możliwych stężeniu demokracji. Jedynym tego wytłumaczeniem może być niepoczytalność.
Psychopata uzasadnia też bezradność odpowiedzialnych służb, które pomimo wspominanej wyżej przewagi, przegrywają. Psychopata wreszcie zwalnia nas z potrzeby skierowania go na reedukację, terapię grupową czy wybory. Nie dla niego te dobra. Jest on też na tyle niepospolicie silny by wytrzymać pełnometrażowy film.
Na szczęście można wezwać indywidualnego bohatera pozytywnego, chociaż mającego kłopoty rodzinne by wygrał za nas i dla nas. Dla mas.
Samotna nieprzewidywalność w służbie zbiorowego banału.
Paradoks?
Zemsta ponad sens.
Kolejnym elementem celuloidowej układanki zza oceanu jest zagwarantowane przez konstytucję prawo do zemsty. Zemsta ta jest nieproporcjonalna do wyrządzonej krzywdy, by nie rzec, iż jest odwrotnie proporcjonalna. Rozwalenia baru za złą obsługę, zniszczenie lotniska za spóźnienie się samolotu i wreszcie najważniejsze - prawo do wywołania lokalnej wojenki w kraju, w którym krzywda dzieje się obywatelom najbardziej z demokratycznych demokracji. To, że owa krzywda jest najczęściej winą ich głupoty i że wpakowali się w nią sami nie ma znaczenia. Wrogowie są odpowiednio zdemonizowani, sadystyczni i ulegają zgubnym nałogom. Nie wiedzą co to cola, demokracja czy multipleks. Do takich nie żal strzelać.
Początkowo są trudni do zabicia ale po standardowych kilkudziesięciu minutach wyświetlania filmu orientują się, że są antybohaterami kina amerykańskiego i nie mają szans.
Tu trudno już mówić o odkupieniu, refleksji, poczuciu winy, które to odczucia pozostawia się obywatelom mniej zamożnych (czyli pozostałych) krajów.
Takie kino to rodzaj profilaktyki przygotowującej mentalnie widza do tego co szykuje im rzeczywistość.
Niszowość też na służbie.
Intelektualiści stanowią w tym licznym w ludność kraju (USA?) całkiem sporą grupkę. Dysponują też siłą nabywczą większą niż ta, która procentowo by im przypadała.
O ile ich można by zlekceważyć bo i tak nie są w stanie się dogadać, to ich pieniędzy ignorować żal. Dla nich Dżarmusze, Alleny, Lyncze czy Koenowie. Poza tym taki film można wysłać na festiwal do Europy. Tam będzie sławić system tak mocny, że sensu się nie boi.
[andi]
michel faber - "pod skórą"
To niezwykła książka i jej czytaniu, już po rozwinięciu się akcji, towarzyszyło mi fizyczne wręcz, a dawno nie doznawane zaciekawienie co będzie działo się dalej.
Później pojawiły się bardzo poważne pytania bo ta książka należy do tego gatunku dzieł, które nie odpowiadają na pytania ale je stawiają.
Konwencja zmienia się płynnie od dobrze rozkręcającego się kryminału po ... ale nie będę psuł wam przyjemności.
O czym jest?
Dla jednych będzie to manifest wegetarianizmu, dla innych okazja do zastanowienia się nad swoim życiem.
Czy naprawdę jest tak źle wtedy gdy nam się wydaje, że właśnie tak jest?
Czy jest możliwe by okazało się, że system wartości, który wyznajemy nie trzyma się kupy?
A jeśli nawet tak jest czy komukolwiek to przeszkadza?
Pstrokata zazwyczaj etykietka powieści science-fictione nęci wyznawców ale skutecznie zniechęca pozostałych spodziewających się zielonych ludzików, mieczy świetlnych i innych bzdur.
To nie jest w żadnym razie science -fictione.
wyd.W.A.B. 2005
[andi]
impresje urbanistyczne 02
ulica józefa
obdrapane kamienice
na murze
rozpięta modelka
w tle napis
+ bezpiecznysex.pl +
fotograf mizdrzący się
niczym alfons
kazimierz
jakiś mężczyzna
zaczął wrzeszczeć
w tramwaju
jutro nadejdzie
koniec świata
dyskretnie
odwróciłem wzrok
tramwaj którym
jechałem prowadziła
kobieta
10 ton stali
bezwolnie
poddawało się jej
drobnym dłoniom
czule gładziła
dźwignie
nie mogłem
nic poradzić
stanął mi
lista płyt Pcheły, które pomagają mu zasnąć nocą:
1. Pearl Jam "VS"
2. Pearl Jam "Vitalogy"
3. Alice in Chains "Unplugged"
4. Tool "Aenima"
5. Nirvana "In Utero"
6. Minor Threat "Complete Discography"
7. Vladislav Delay "Multila"
8. Rhythm & Sound "With the Artists"
9. Fluxion "Vibrant Forms II"
10. Mad Season "Above"
11. Atari Teenage Riot "The Future of War"
12. Necromantix "Curse of the Coffin"
dodatkowo wyróżnienie dla krakowskiego PROKO CREW. no i prawda oczywista: antologia ich troje i o-zon!
 nominacje Andrzeja do tytułu Wszechdźwięku Absolutnego:
- John Zorn "Masada" za energetyzujące skrzyżowanie hasydyzmu z freejazzem
- Metallica "St.Anger" za święty gniew 40latków
- J.S.Bach "Goldberg Variations" w wykonaniu Glenna Goulda z 1980r za kosmiczność
- "Requiem for a dream" Kronos Quartet za przypominanie czym dragi są
- Peter Brotzman "Machine gun" za bezkompromisowość
- Keith Jarrett "The Koln Concert" za kontakt z absolutem
- "Remember Shakti" za długie popółnocne wybrzmienia
- Vernon Reid "Mistaken Indentity" za afirmację życia
- Miles Davis - całość za całość, chociaż rasistą był
- "Cant de la Sibilla" w wykonaniu Jordi Savalla za nieprzespane noce
- Praxis "Sacrifist" za dobry łomot nie tylko dla przygłupów
- Mazzoll&Arthytmic Perfection "a" za dobroć co jest naszą ojczyzną
09/03/2004
10 płytek, które stworzyły Mirasa, takim jakim jest:
1. Up Bustle and Out "Light'em Up Blow'em Out"
2. Herbalizer "Blow Your Headphones"
3. Kings of Convenience "Versus"
4. John Zorn "Masada" 5. Sonic Youth "Washing Mashine"
6. Kaliber 44 "3:44" 7. John Coltrane "Black Pearls"
8. Extreme Noise Terror "Retro-bution" 9. Future Sound of London
"Lifeforms" 10.Neurosis "Enemy of the Sun"
12 kompilacji dźwięków istotnych dla Petera:
pearl jam ten .1 temple of the dog .2
mad season above .3
massive attack protection .4
pj harvey to bring you my love .5
nick cave and the bad seeds let love in .6
dj food kaleidoscope .7
świetliki ogród koncentracyjny .8
peace orchestra peace orchestra .9
radiohead amnesiac .10
pi .11
pearl jam riot act .12
lista dźwięków, które odcisnęły piętno na mojej (tzn. na Banana)
lekko patologicznej osobowości:
1. Clint Mansel & Kronos Quartet "Requiem for a Dream"
2. Cool Kids Of Death "CKOD"
3. Pi "Music From The Motion Picture"
4. Tool "Aenima"
5. Morphine "Like Swimming"
6. Kaliber 44 "W 63 minuty dokoła świata"
7. Photek "Form and Function"
8. Bad Brains "God of Love"
9. Robotobibok "Jogging"
10. NRD "Sport i muzyka"
11. Thievery Corporation "The Mirror Conspiracy"
12. Lost Highway "Music From The Motion Picture"
muzyczna sałatka owocowa by Banan©
impresje urbanistyczne
starsza pani w tramwaju czytała pożółkłe strony
Roy przysunął się bliżej, ugryzł ją w szyję.
- Na wiosnę zabiorę cię na bal maturalny - obiecywał.
starsza pani uśmiechała się niewinnie
Dworzec Kraków Gł. 22:40. puste perony, puste wagony,
na ławce obok leży człowiek, z jego pustego brzucha rozlega się
BULGOT.
|
|
|